Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie codzienne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2015

Emocje

Czasem ludzie mówią mi: „Ile Ty przeszłaś! Jak Ty dajesz radę?” Tak naprawdę nie okazuję za bardzo emocji. Tylko ludzie, którzy znają mnie od dziecka wiedzą, że moje życie nigdy nie było łatwe, a choroba jest tylko jedną z przeciwności losu. Radzę sobie dość dobrze, ale ten proces ciągle trwa. Momentami potrafi mi być naprawdę ciężko, zdarza się wylać morze łez. Zawsze staram się jednak pamiętać o tym, że po deszczu wychodzi słońce.


Jestem osobą wrażliwą, ale posiadam również bardzo silny charakter. Towarzyszące mi emocje najprościej jest mi wyrażać poprzez sztukę. To właśnie w wierszach czy rysunkach znajdują ujście. Z czasem znajduję coraz to nowsze twórcze zajęcia, które pozwalają mi uporać się z kłębiącymi się myślami. Po jednej kreatywnej sesji odnajduję spokój i przez jakiś czas znowu jest mi łatwiej żyć.

Czuję się jak motyl, który stopniowo wydostaje się z kokonu. Skrzydła motyla są słabe, ale mimo wszytko nie stracił on swojego piękna. Teraz musi nauczyć się latać, pokonać wszystkie przeciwności. Ta metafora motyla odzwierciedla moje samopoczucie. J Jest w niej zawarty przekaz, który w pełni rozumiem prawdopodobnie tylko ja i kilka bliskich mi osób. Dziś frunę górą, a kiedy opadam trochę w dół, towarzystwo innych motyli pozwala mi wrócić na właściwy szlak. Jestem pewna, że kiedyś to ja będę mogła wskazywać właściwą drogę innym. A jak już staną się silne, będziemy fruwać razem!

niedziela, 6 września 2015

Podróż dla oczu i serca

Jak wiecie, mam wiele sposobów na wyciszanie się, kiedyś opowiadałam Wam o jodze, na którą staram się chodzić systematycznie. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami inną możliwością na ukojenie moich nerwów –  podróżowaniem po Polsce.
 
Kiedy jadę przez Polskę, patrzę w okno i podziwiam piękne pejzaże, wszystkie negatywne myśli znikają, a ja w pełni mogę oddać się danej chwili. Czuję wewnętrzny spokój, ponieważ przyroda działa na mnie kojąco. Obraz za oknem zmienia się jak w kalejdoskopie, a ja odnoszę wrażenie jakby ktoś kręcił film o moim życiu.


Podróżując zawsze staram się siedzieć w kierunku jazdy. Moje oczy skupiają się wtedy na nadchodzących widokach, a ja pozostawiam wszystkie moje problemy za sobą. Jadę przed siebie, by przeżyć nowe przygody i zdobyć nowe doświadczenia. W dzisiejszych czasach podróżowanie po Polsce stało się naprawdę przyjemne. Dzięki nowej autostradzie podróż trwa zaledwie kilka chwil. Komfortowo jedzie się też pendolino, które jest szybkie, a zarazem bardzo ciche.

Obecnie często kursuję pomiędzy Warszawą a Trójmiastem. Sopot jest moim miastem rodzinnym i wracam tam dość często ze względu na różne obowiązki. Warszawa jest zaś miejscem, które znam od dzieciństwa i sama wybrałam je do życia. Pomieszkuję na zmianę w obu miastach już od kilku lat. Przyszłość pokaże, czy kiedyś zdecyduję się na jeden dom. Póki co czerpię z tego podróżowania dużą radość.

Trasę pomiędzy Warszawą a Sopotem pokonuję na zmianę – pociągiem lub autem. W samochodzie przeważnie zajmuję miejsce pasażera, dzięki temu nadal w skupieniu mogę oglądać piękną Polskę. W tle zawsze towarzyszy mi relaksująca muzyka.

Stomicy powinni pamiętać jednak o odpowiednim przygotowaniu się do podróży. Osobiście zawsze biorę ze sobą torbę z zapasowym sprzętem stomijnym. Nigdy nie wiadomo, kiedy zdarzy się coś nieprzewidzianego np. awaria pociągu lub auta. J Dodatkowe worki stomijne i reszta akcesoriów do pielęgnacji stomii spokojnie mieszczą się w kosmetyczce, a ja mogę w tym czasie w pełni komfortowo cieszyć się podróżą.

A Wy w jaki sposób najchętniej przemieszczacie się po Polsce? Czy podróżowanie po niej jest dla Was równie relaksujące co dla mnie? J


czwartek, 3 września 2015

Burzliwe niespodzianki lata

Lato to  pora roku, która kojarzy mi się z wakacjami, dużą ilością słońca i wolnego czasu. Jest to dla mnie wyjątkowo przyjemny okres, szczególnie że obchodzę wtedy urodziny. Moim znakiem zodiaku jest rak. Zodiakalne raki są silnie powiązane z wodą oraz są miłośnikami słoneczka, tak jak ja. J

Okres letni to jednak nie tylko słońce. Najbardziej niepokojącym, nieprzewidywalnym, ale zarazem intrygującym zjawiskiem jest dla mnie burza. Jako dziecko bałam się jej głównie przez historie o ludziach, którzy zginęli od uderzenia piorunem. Szczególnie dużo mówiło się o tym na wsi, gdzie przebywałam w okresie dzieciństwa dość często.

Babcia opowiadała mi kiedyś historię o jej domie, który spalił się przez burzę. Ledwo udało się wtedy odratować jej córkę, czyli moją mamę. Nasza kurpiowska chata, która w wakacje była celem moich licznych rodzinnych wypadów na wieś, skonstruowana była z drewna, co potęgowało moje poczucie paniki podczas burzy. Jedyną rzeczą, która w tym czasie mnie uspokajała, była świadomość, że na dachu jest zainstalowany piorunochron. Mimo to od dziecka wiedziałam, że burze są zjawiskami niebezpiecznym, a w trakcie ich trwania należy przestrzegać pewnych zasad – np. wyłączać urządzenia elektroniczne i schronić się w odpowiednim miejscu.

W starożytności i średniowieczu burze były interpretowane jako zjawiska nadprzyrodzone, niekiedy jako zemsta Bogów za nieposłuszeństwo ludzi. Dopiero od 1752 wiadomo czym wyładowania atmosferyczne tak naprawdę są. Odkrycia dokonał Benjamin Franklin, który narażając własne życie, wypuścił podczas burzy skonstruowany z jedwabnych chusteczek latawiec, na którym zawiesił klucz. Kiedy  zbliżył do niego rękę, ukazały się iskry. Od tego momentu wiedziano, że zjawisko związane jest z ładunkiem elektrycznym. Pomimo niebezpieczeństwa fascynacja wyładowaniami atmosferycznymi zawsze była duża.


Jakiś czas temu oglądałam program o  łowcach burz, czyli pasjonatach, którzy śledzą, dokumentują i ostrzegają innych ludzi przed tymi nadzwyczajnymi zjawiskami. Osobiście również bardzo się nimi zainteresowałam. Rozładowania atmosferyczne są wyjątkowo spektakularnymi widowiskami. Emocje, które wywołują, są nie do opisania, a ciekawość i doszukiwanie się tego w jaki sposób działa otaczający nas świat pozwala zapomnieć o różnych problemach, m. in. zdrowotnych. Jednak samo szukanie burz nie ma dużego sensu, zazwyczaj to one zaskakują nas w najmniej oczekiwanych momentach. J

Ostatnio, kiedy spacerowałam po Warszawie zaskoczył mnie deszcz – zupełne „oberwanie chmury”. Zrozumiałam wtedy, że oprócz zapasowego worka stomijnego, w torebce warto mieć pod ręką wygodne buty na zmianę i parasolkę. J  Was z pewnością także nie jeden raz zaskoczyła burza czy deszcz. Może macie w związku z tym jakieś ciekawe historie do opowiedzenia? Zachęcam do podzielenia się swoimi burzowo-deszczowymi przygodami w komentarzach.

czwartek, 9 lipca 2015

Dzień pocałunku

Okazji do celebrowania miłości i uczucia jest wiele - w lutym przypadają Walentynki, w czerwcu Dzień Pocałunku. Jednak warto zorganizować sobie taki wyjątkowy dzień także w innym terminie i w całości poświęcić go dla pielęgnowania relacji ze swoim partnerem.

Całowanie się przynosi dla naszego zdrowia wiele korzyści. W trakcie pocałunku obniża się poziom stresu, poprawia się krążenie krwi i dotlenia się cały organizm. Podczas pocałunku pracują mięśnie twarzy, przez co skóra staje się bardziej elastyczna i mniej podatna na zmarszczki mimiczne. Pocałunek to świetny początek do dalszych miłosnych igraszek. Zresztą, na pewno słyszeliście o jego wspomnianych zaletach już nie jeden raz.

Jeżeli chcecie zorganizować sobie Dzień Pocałunku, przygotujcie wcześniej wyjątkową bieliznę – na moim blogu prezentowałam już idealne rodzaje bielizny na specjalne okazję dla pań (znajdziecie je tutaj).

Drodzy Panowie, Wam wystarczy sam krawat, eleganckie bokserki i pachnące ciało. Jeżeli posiadacie worek stomijny, możecie ozdobić go na przykład znaczkiem Supermana i poczuć się jak bohaterowie, bo w końcu przecież nimi jesteście:).

W tym dniu warto zaopatrzyć się także w truskawki i bitą śmietanę – wspomniane pyszności osłodzą Wasze pocałunki i sprawią, że będziecie mogli całować się bez końca:)

Będąc singlem także warto zorganizować sobie taki wyjątkowy dzień i zrobić wtedy „coś dla siebie”. To w jaki sposób zagospodarujecie ten czas zależy tylko od waszych zainteresowań i chęci. Możecie na przykład wybrać się na „dobrą potańcówkę”, do teatru, kina, a jeżeli lubicie ekstremalne przygody, możecie zafundować sobie skok ze spadochronu lub na bungee. Ważne, aby w tym czasie cieszyć się chwilą i chociaż na moment oderwać się od codzienności:)


A jeżeli nie macie ochoty na szaleństwa i uwodzenie, zawsze możecie sprawić taki wyjątkowy dzień komuś innemu. Na przykład odwiedzając samotną bądź chorą osobę i chociaż na chwile wywołując uśmiech na jej twarzy - to też dobry sposób na okazanie drugiemu człowiekowi miłości.

 
 Powodzenia!

poniedziałek, 6 lipca 2015

Aromat pięknych kwiatów i powrót do dzieciństwa

W ubiegłym tygodniu skończył się czerwiec – miesiąc, który zawsze kojarzy mi się z dzieciństwem – w czerwcu przypada Dzień Dziecka i początek wakacji.

Uważam, że zawsze dla równowagi warto mieć w sobie odrobinę dziecka i odrobinę dorosłego. Wewnętrzne dziecko dodaje nam entuzjazmu, wrażliwości i szaleństwa. Pozwala uwolnić się od nadmiernej kontroli i odpowiedzialności, puścić wodzę fantazji i oddać się marzeniom.


Tegoroczny Dzień Dziecka postanowiłam spędzić w miłym towarzystwie moich znajomych i osłodzić nam czas pysznymi słodkościami. Dlatego właśnie przy tej okazji wymyśliłam przepis na deser z lodami mango, owocami liczi, galaretką z glonów (grass jelly), kremem z kokosa i borówką amerykańską….mmm coś przepysznego:) Do tej  „wspólnej rozpusty” włączyłam klimatyczną muzykę. Ostatecznie objadaliśmy się deserem jak wygłodniałe wilki, aż „uszy trzęsły się z łakomstwa”. Jak niewiele czasami potrzeba człowiekowi do szczęścia:)
 
Z okazji Dnia Dziecka zawsze z przyjaciółmi składamy sobie życzenia. Jeden z moich znajomych dodatkowo miło mnie zaskoczył i przyniósł mi bukiet kwiatów. Świeże kwiaty są zawsze wspaniałym upominkiem, nadają przyjemny nastrój w mieszkaniu, cieszą zmysł węchu i wzroku.


Każde święto to idealna okazja do tego, aby sprawić sobie trochę przyjemności, ale warto cieszyć się małymi drobiazgami także na co dzień. Przecież życie jest właśnie po to, aby czerpać z niego jak najwięcej radości i przejść przez nie jak najlepiej tylko się da.

A czy Wy również od czasu do czasu potraficie się zapomnieć i odnajdujecie w sobie trochę dziecka? I w jaki sposób staracie wprowadzić się w życie odrobinę radości? Jestem tego bardzo ciekawa:) Zapraszam do podzielenia się swoimi sposobami w komentarzach.

sobota, 27 czerwca 2015

Bałagan i rozsypka - poukładaj zagubione puzzle

Muszę przyznać, że w ostatnim czasie na własnej skórze przekonałam się o prawdziwości stwierdzenia, że „nieszczęścia lubią chodzić parami”, a mam wrażenie, że nawet całymi stadami…

Niedawno musiałam zmierzyć się z kilkoma przeciwnościami losu i chociaż nie jest to łatwe zadanie to dzielnie stawiam mu czoła.

W życiu kieruję się kilkoma prostymi zasadami, dzięki którym udaje mi się uporać ze wszelkimi niepowodzeniami.

Przede wszystkim starannie dobieram osoby, którymi się otaczam. Staram się pielęgnować wartościowe przyjaźnie i relacje rodzinne, natomiast unikać osób, które mogą mieć na mnie negatywny wpływ. Wiem, że odcięcie się od wszelkich toksycznych osób może być trudne, a czasem nawet niemożliwe, ale uważam, że wysiłki podjęte w stronę świadomego budowania otoczenia,  opłacą się. W końcu pozostaną przy nas ludzie, którzy dostarczają nam pozytywnej energii i dają nam kopa do działania.

Warto wiedzieć, że osoby, którymi się otaczamy, wpływają nie tylko na nasze dobre samopoczucie psychiczne, ale także fizyczne. Ostatnio zainteresowała mnie koncepcja Hansa J. Eysencka i jego listachorób psychosomatycznych. Moim zdaniem warto zgłębić tę tematykę i zobaczyć jakie zależności zachodzą pomiędzy odczuwanymi przez ludzi emocjami a chorobami. Sama staram się traktować innych z szacunkiem oraz okazywać im sympatię i tego samego oczekuję w zamian. Również i Wam polecam takie nastawienie do życia, mam wrażenie, że kiedy okazujemy sobie wzajemnie wyrazy sympatii, wszystko przychodzi łatwiej.

Kiedy czuję, że troski dnia codziennego mnie przerastają, sięgam po wsparcie psychologa bądź terapeuty. Myślę, że to dobry sposób na zmierzenie się ze swoimi problemami, dlatego sama także zdecydowałam się na wizytę u specjalisty. Gdy pozwolimy, aby złe doświadczenia przejęły kontrolę nad naszym życiem łatwo możemy ulec pokusie i zatracić się używkach. Wyjście z takich tarapatów może okazać się nie taką prostą sprawą. Myślę, że są podobne do tych, które odczuwamy w żałobie. Początkowo były to obojętność, smutek, złość, po których nastąpił powolny proces pogodzenia się ze wszystkim. Nie było łatwo, ale dziś mam satysfakcję, że poradziłam sobie z tym i zaakceptowałam to co przyniósł mi los.

Pamiętajcie, każdy ma prawo do błędów. Pomyłki i porażki są wpisane w nasz życiorys. Ważne, aby wyciągać z nich wnioski i robić wszystko, żeby się więcej nie powtórzyły:).
Stare porzekadło mówi „w zdrowym ciele, zdrowy duch”. Dlatego w swojej terapii uwzględniam również zdrowie fizyczne. Regularnie odwiedzam lekarza i kontroluję swoje zdrowie.

Pamiętajcie, że zawsze możecie liczyć na moje wsparcie i słowa otuchy w trudnych momentach. Osoby zaangażowane w kampanię „STOMAlife. Odkryj stomię” także chętnie udzielą Wam pomocy i odpowiedzą na każde pytanie. Czekamy na Wasze wiadomości, powodzenia:)

sobota, 20 czerwca 2015

Sposoby na poszarpane serce


W ostatnich miesiącach musiałam zmierzyć się z kilkoma przeciwnościami losu. W przetrwaniu tych trudnych chwil pomógł mi mój własny sposób na radzenie sobie ze stresem. Dzisiaj zdradzę Wam na czym on polega.

Przede wszystkim, aby chociaż na chwilę zapomnieć o przykrościach jakie sprawia mi los staram się skupić na sobie i robić wszytko co dobre dla mojego zdrowia. A gdy tylko czuję, że nachodzą mnie złe emocje wybieram się do lasu lub nad morze, tam udaje mi się wyciszyć i zrelaksować.

Ujście dla skołatanych nerwów stanowi dla mnie także sport. Podczas jego uprawiania w naszym mózgu wydzielają się endorfiny odpowiedzialne za dobry nastrój, dlatego tak dobrze działa na nasz organizm, szczególnie w momentach rozdrażnienia i stresu. Aktywność fizyczna nie tylko wpływa pozytywnie na naszą psychikę, ale także poprawia wygląd naszej sylwetki. U mnie idealnie w kryzysowych sytuacjach sprawdza się np. worek treningowy. 



W celu przywrócenia równowagi emocjonalnej czasami wybieram się  na akupunkturę połączoną z bańkami chińskimi oraz zabiegi moksoterapii. Ostatni z wymienionych zabiegów to w praktyce rodzaj termoterapii, polegający na ogrzewaniu odpowiednich punktów na ciele przy pomocy cygara z suszonych roślin. Metoda ta poprawia krążenie, wzmacnia odporność oraz rozluźnia napięte mięsnie ciała – być może brzmi to dla Was przerażająco, ale w praktyce jest przyjemnym i relaksującym zabiegiem.


Na zdolności w radzeniu sobie ze stresem duży wpływ wywiera to jakie posiłki spożywamy na co dzień. Dlatego stosuję zdrową, oczyszczającą z toksyn dietę. Poza tym staram się o jak najlepszy kontakt z ludźmi. Mimo gorszych dni nie unikam spotkań ze znajomymi i staram się poznawać nowe osoby. Nie zapominam  także o odpoczynku – w moim planie dnia nie może zabraknąć czasu na regenerację.

Aktualnie ruszyła sesja egzaminacyjna na studiach, ten czas wiąże się dla mnie zawsze się z intensywną pracą i stresem – ale zamierzam im sprostać, mimo tego, że ostatnio w moim życiu nie działo się najlepiej.

Życie nie jest sielanką, ale pamiętajcie, że jeżeli będziecie potrafili panować nad stresem i złymi emocjami uda się Wam pokonać wszystkie trudności losu. Macie na to jakieś swoje sposoby? Jeżeli tak podzielcie się nimi ze mną w komentarzach.




środa, 17 czerwca 2015

Wachlarz wspomnień

Moje życie to ostatnio istny rollercoaster. Wciągu ostatniego roku doświadczyłam wiele radości, ale przede wszystkim smutku ponieważ musiałam pożegnać kilka bliskich memu sercu osób.

W listopadzie straciłam ukochaną ciocię, siostrę mojego taty. Była dla mnie jak matka, kochała mnie bezwarunkowo. Zawsze mnie wspierała, a ponieważ nie miała dzieci traktowała mnie jak własną córkę. Gdy wyłoniono u mnie stomię przez miesiąc chodziła z przyklejonym workiem stomijnym,żeby mnie wspierać i ułatwić mi jego akceptację. Przez długi czas ciocia poważnie chorowała i stopniowo gasła, mimo to do końca pozostawała silna i nigdy na nic się nie skarżyła. Mówiła mi że jestem jej weną i muzą dającą siłę. Pogodzenie się z jej utratą było dla mnie bardzo trudne i trwało wiele miesięcy.

Ciocia mieszkała z babcią, która również była schorowaną osobą . W czasie choroby kontakt z babcia był bardzo utrudniony, była z nami ciałem, ale duchem odpływała już w inny wymiar. Czasami odzyskiwała świadomość i odzywała się mówiąc mi „Kocham Cię”. W dniu śmierci cioci widziałam, że ona to wszystko czuje, z jej oczu ciekły łzy. Dzisiaj myślę, że babcia tak bardzo kochała swoją córkę, że nie potrafiła bez niej żyć i dlatego odeszła zaledwie miesiąc po jej śmierci.

Moja babcia, dała mi ogromne pokłady miłości i serdeczności. Spędzałyśmy razem dużo czasu i byłyśmy sobie bardzo bliskie. Przez pewien czas nawet u niej mieszkałam. Kiedy przebywałam poza granicami Polski pisałam do babci długie listy, opisywałam w nich każdy szczegół mojego życia. Z babcią kojarzą mi się tylko pozytywne wspomnienia.

Dzień po jej odejściu zmarł także mój wujek od strony mamy, dlatego tego samego dnia moja rodzina żegnała aż dwie osoby…

Kolejne tygodnie także nie należały do najłatwiejszych. U mojego taty zdiagnozowano nowotwór. Kiedy trafił do szpitala wszystko potoczyło się bardzo szybko. Umarł w niedzielę, a ostatnie chwile swojego życia spędził ze mną i moją siostrą.

Na rozładowanie napięcia w tej sytuacji moja siostra zapytała żartobliwie w domu pogrzebowym ”Czy jest przewidziany rabat dla stałych klientów?” :)

Los bywa dla nas okrutny, ale niestety nie mamy na niego wpływu. Jak wiecie życie nie składa się z tylko kolorowych momentów. Smutne i radosne chwile ciągle się przeplatają. Dziś próbuje się pozbierać i radzić sobie ze smutkiem, którego doświadczyłam w ostatnich chwilach. Mam na to kilka sposobów, ale o tym napiszę Wam w następnym poście.

środa, 27 maja 2015

Na śniadanie bieganie

Nie ma to jak zacząć dzień zdrowo. Mam nadzieję, że Wy po maratonie nie poddajecie się i dalej trenujecie? Ja oprócz jogi, o której opowiadałam Wam jakiś czas temu, wznowiłam bieganie.

Aktualnie ciągle podróżuję pomiędzy stolicą a Trójmiastem. Bez względu na miejsce, w którym przebywam nie marnuję mojego czasu – wstaję wcześnie rano i idę biegać. Przeważnie biegam około godziny 8:00-9:00 – poranne słońce dodaje mi energii i siły. Jeśli nie mogę zrobić tego rano, idę biegać wieczorem, zdarza się nawet, że biegam w deszczu – jak widzicie nie ma żadnej wymówki, bo sport to zdrowie!:) Na razie pokonuję krótkie dystanse, żeby powoli się wdrożyć i zbytnio nie obciążać kolan.

Szczególnie przyjemnie biega się nad morzem, dookoła śpiewają mewy, lekka bryza morska  przyjemnie balansuje temperaturę ciała, a nadmorski krajobraz i szum fal wycisza oraz relaksuje. Nadmorski piasek to dobre podłoże do biegania, przez co trening jest bezpieczniejszy dla stawów, a niżeli bieganie po utwardzonej powierzchni w parku.

Po biegowej rozgrzewce przeważnie ćwiczę jogę – to bardzo dobry sposób na rozciąganie, które zapobiega zakwasom po treningu W trakcie ćwiczenia jogi, ważnym elementem jest odpowiedni rytm oddechu. Prawidłowy oddech powinien być głęboki, ale zarazem spokojny i regularny, w ten sposób płuca rozszerzają się, a nasz organizm jest odpowiednio dotleniony, co pomaga rozluźnić całe ciało. Każde ćwiczenie wykonuję z wydechem, na przykład podczas skłonu robię głęboki oddech, wydychając powietrze wraz z wyprostem.

Po takim treningu marzę tylko o tym, aby wrócić do domu i zjeść porządne śniadanie. Poranny ruch sprawia,
że mam siłę na cały dzień i jestem gotowa na wiele niespodziewanych, często stresujących sytuacji. Z pewnością wpływają na to tak zwane hormony szczęścia, czyli endorfiny, które wytwarzają się po wysiłku fizycznym. Aby Was o tym przekonać zrobiłam selfie z mojego treningu nad morzem. Nadal z niecierpliwością czekam na Wasze selfie i newsy z codziennych sportowych poczynań.

poniedziałek, 25 maja 2015

Bałtycka ryba w egzotycznym wydaniu


Będąc w swoim rodzinnym mieście, Sopocie, uwielbiam wybierać się na kutry rybackie po świeże ryby. Tak też zrobiłam ostatnio. Na pierwszą łódź, która dopłynęła zaspałam, druga miała niewystarczającą ilość dorszy i nie każdy mógł coś kupić, jedynie trzy pierwsze osoby miały to szczęście. Czas oczekiwania na świeżą dostawę ryb i powrót rybaków z połowów stoi zawsze pod znakiem zapytania, mimo to podejmuję ryzyko stania w kolejce bo ryby są świeże i smaczne:)

Tym razem czekałam na następna łódź około dwóch godzin i powiem Wam – było warto. W międzyczasie zrobiłam sobie na plaży poranny trening – trochę jogi, połączonej z innymi ćwiczeniami. W kolejce poznałam bardzo ciekawych ludzi i czas zleciał dosłownie w oka mgnieniu.

Zanim udało mi się zdobyć długo oczekiwane ryby, do głowy wpadł mi ciekawy pomysł na ich przyrządzenie. Zdradzam Wam przepis:
Potrzebne składniki:

  • -1 dorsz
  • -kolendra około 20 listków
  • -korzeń  imbiru około 3 cm długości
  • -mleczko kokosowe 1/3 puszki
  • -chili
  • -czosnek 2 ząbki lub 1
  • -sól
Sposób przyrządzenia:

  1. Wszystkie potrawy i składniki trzeba ze sobą wymieszać, dobrze przyprawić - w tak przygotowanej mieszance umieścić lekko osolone filety z dorsza. W międzyczasie trzeba nagrzać piekarnik do maksymalnej temperatury 220 stopni.
  2. Danie należy piec w naczyniu żaroodpornym przez około 15 minut - starajcie się nie przekroczyć tego czasu, bo ryba zostawiona w piekarniku zbyt długo, robi się sucha  - łatwo jest tu przedobrzyć.
  3. Dodatki: Ja nie miałam zbyt wiele czasu, więc wybrałam jako dodatek najszybszą z możliwych opcji, czyli kaszę kuskus.

Polecam Wam spróbować zaproponowane przez mnie danie - jest proste i szybkie w przygotowaniu, ale przede wszystkim zdrowe. Pamiętajcie, aby przed przyrządzeniem dorsza w takiej wersji upewnić się, czy możecie jeść wszystkie przyprawy i składniki – ja osobiście nie mam po zjedzeniu tego dania żadnych problemów – ale każdy organizm reaguje inaczej. Smacznego :) 



środa, 11 marca 2015

Spacery nad morzem

Aktualnie mieszkam w Warszawie, ale przez wiele lat mieszkałam w Sopocie. Dzięki temu mogłam doświadczyć tego, jak wspaniałe jest morze o każdej porze roku. 


Uwielbiam nadmorskie spacery, podczas których można oddychać świeżym, bogatym w jod powietrzem. Jod pobudza tarczycę do produkcji hormonów regulujących przemianę materii. Jego niedobory mogą być przyczyną senności, przesuszonej skóry czy nagłego przybierania na wadze. Dlatego właśnie spacery brzegiem plaży wspaniale wpływają na nasz organizm.

Nad polskim morzem mamy bardzo wysokie stężenie jodu, a od listopada do marca jego zagęszczenie w powietrzu jest największe, dlatego warto wybrać się nad Bałtyk jeszcze zimą. Zawarte w nadmorskiej bryzie: magnez, wapń, kryształki soli oraz brom, działają wyciszająco, łagodzą stany zapalne oraz dobrze wpływają na drogi oddechowe.


Kiedy jestem w domu, często rankiem razem z mamą wybieramy się do rybaków po świeże ryby, które później przyrządzamy na obiad. Morskie ryby także zawierają dużą ilość zdrowego jodu. Zresztą, uwielbiam jeść wszystkie morskie i wodne żyjątka – no może z wyjątkiem surowych ostryg, nie każdy jest ich koneserem:)

Zawsze, kiedy wracam do Sopotu, wybieram się do nadmorskiego baru na herbatę. Znajduje się on na samej plaży, więc z okien można podziwiać przepiękny nadmorski krajobraz. A Wy, lubicie Bałtyk i owoce morza?

środa, 25 lutego 2015

Pokochaj siebie

14 lutego i „święto miłości” już dawno za nami, ale pozwólcie mu trwać przez całe życie! Walentynki to cudowne święto, zarówno dla zakochanych, jak i dla samotnych. Warto pamiętać, że ten dzień jest tylko pewnym symbolem i przypomnieniem o tym, że warto kochać i darzyć drugą osobę uczuciem. Jednak okazywać uczucie powinniśmy przez cały czas, nie tylko w tym dniu.


Miłość to wspaniałe uczucie, jednak uważam, że zanim obdarzymy nim drugą osobę, musimy najpierw pokochać siebie. Samoakceptacja, szacunek i miłość do własnego „ja” – są warunkiem uzyskania wewnętrznego spokoju i samospełnienia. Jeżeli żyjemy w zgodzie ze sobą, łatwiej jest nam pokochać także innych. Człowiek pełen pozytywnych uczuć i wartości czuje się wspaniale i może osiągnąć wewnętrzną nirwanę. Kochać siebie to znaczy dbać o zdrowie, poświęcać czas na relaks, budować satysfakcjonujące relacje z ludźmi i wycofywać się z tych, które nas nie zadowalają. Warto realizować własne marzenia, nagradzać się małymi przyjemnościami i cieszyć się z każdego drobiazgu.
 
Pamiętajmy o tym, że miłość nie polega tylko na dawaniu uczucia tylko od siebie. Żeby osiągnąć balans i obustronną satysfakcję, partnerzy muszą darzyć się wzajemnym uczuciem, zrozumieniem i zaufaniem. W innym wypadku, jeśli człowiek daje z siebie wszystko i nie otrzymuje nic w zamian, rośnie w nim frustracja, która niesie ze sobą negatywne emocje.

W życiu warto zaakceptować każde doświadczenie bez względu na to czy jest dobre, czy złe. Złe momenty są także częścią naszego życia i musimy wyciągnąć z nich wnioski i siłę na przyszłość. Pamiętajcie: stomia to historia naszego życia i symbol bohaterskiej walki! To doświadczenie nas uszlachetnia i nadaje nam wyjątkowości. Jeśli zaakceptujemy i pokochamy siebie, inni też zaczną nas w ten sposób postrzegać i kochać takimi jakimi jesteśmy.

Wiem, że na życzenia był już czas, ale zgodnie z zasadą, że uczuciem należy darzyć ludzi na co dzień – ściskam Was i życzę Wam dużo miłości, zarówno tej wewnętrznej dla siebie jak i tej przychodzącej z zewnątrz, od innych. Dla mnie te walentynki były to wyjątkowe i jestem bardzo szczęśliwa, że mogę być tu razem z Wami i wzajemnie się wspierać.


czwartek, 12 lutego 2015

Domowe Spa

Nie musicie wydawać majątku, ani wychodzić z domu, żeby zapewnić sobie relaks i odnowę biologiczną.  Taki luksusowy wypoczynek można zorganizować sobie również w domu.

Na początek należy stworzyć odpowiedni nastrój. Proponuję Wam rozłożyć świeczki, zapalić kadzidełka i włączyć muzykę relaksacyjną typu Zen.

Kolejny krok to przygotowanie domowego peelingu. Będzie Wam do tego potrzebne:

             pól szklanki brązowego cukru,
             kilka kropli oliwy z oliwek ,
             1/4 łyżki soku z cytryny
             łyżka miodu.

Wspomniane składniki można wymieszać w słoiczku – zamknąć go i solidnie wstrząsnąć. Gotowy peeling nakładamy na całe ciało, delikatnie wmasowując go w skórę, jednocześnie delektując się zapachem i chwilą. Po zabiegu należy porządnie spłukać się pod prysznicem. Na koniec wystarczy wysuszyć ciało i natrzeć je kremem nie pomijając przy tym dłoni, ani stóp. Następnie włóżcie szlafrok i przejdź do kolejnej części zabiegów pielęgnacyjnych.


Zabieg z parafiny

Kolejny etap to zabieg z parafiny. Do jego wykonania potrzebne są rękawiczki foliowe i materiałowe, dwie siatki, grube skarpetki oraz dwa naczynia (mniejsze i większe).
Parafina rozjaśnia przebarwienia, łagodzi stany zapalne i odmładza skórę. Nałożona na dłonie i stopy sprawia, że skóra staję się gładka, odpowiednio nawilżona. Jest również doskonała na rozdwajające się paznokcie. Jak przygotować sobie parafinowe SPA?
Do większego naczynia z gorącą wodą wkładamy drugie mniejsze naczynie z parafiny, następnie doprowadzamy do rozgrzania substancji. Następnie sprawdzamy, czy jej temperatura jest odpowiednia i moczymy w niej dłonie i stopy, zanurzając je trzy razy na kilka sekund (w razie potrzeby dłonie można porządnie posmarować używając pędzelka).

Pokryte parafiną stopy wkładamy w foliowe woreczki i zakładamy na nie skarpetki. To samo robimy z dłońmi (na foliowe rękawiczki zakładamy ciepłe rękawiczki). Po 20. minutach zdejmujemy rękawiczki i skarpetki, włącznie z zastygłą na nimi parafiną.

Efekty domowego SPA są świetnie - nasze ciało staje się gładkie, a przez resztę dnia na twarzy maluje się uśmiech i spokój ducha.