Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

Podróż dla oczu i serca

Jak wiecie, mam wiele sposobów na wyciszanie się, kiedyś opowiadałam Wam o jodze, na którą staram się chodzić systematycznie. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami inną możliwością na ukojenie moich nerwów –  podróżowaniem po Polsce.
 
Kiedy jadę przez Polskę, patrzę w okno i podziwiam piękne pejzaże, wszystkie negatywne myśli znikają, a ja w pełni mogę oddać się danej chwili. Czuję wewnętrzny spokój, ponieważ przyroda działa na mnie kojąco. Obraz za oknem zmienia się jak w kalejdoskopie, a ja odnoszę wrażenie jakby ktoś kręcił film o moim życiu.


Podróżując zawsze staram się siedzieć w kierunku jazdy. Moje oczy skupiają się wtedy na nadchodzących widokach, a ja pozostawiam wszystkie moje problemy za sobą. Jadę przed siebie, by przeżyć nowe przygody i zdobyć nowe doświadczenia. W dzisiejszych czasach podróżowanie po Polsce stało się naprawdę przyjemne. Dzięki nowej autostradzie podróż trwa zaledwie kilka chwil. Komfortowo jedzie się też pendolino, które jest szybkie, a zarazem bardzo ciche.

Obecnie często kursuję pomiędzy Warszawą a Trójmiastem. Sopot jest moim miastem rodzinnym i wracam tam dość często ze względu na różne obowiązki. Warszawa jest zaś miejscem, które znam od dzieciństwa i sama wybrałam je do życia. Pomieszkuję na zmianę w obu miastach już od kilku lat. Przyszłość pokaże, czy kiedyś zdecyduję się na jeden dom. Póki co czerpię z tego podróżowania dużą radość.

Trasę pomiędzy Warszawą a Sopotem pokonuję na zmianę – pociągiem lub autem. W samochodzie przeważnie zajmuję miejsce pasażera, dzięki temu nadal w skupieniu mogę oglądać piękną Polskę. W tle zawsze towarzyszy mi relaksująca muzyka.

Stomicy powinni pamiętać jednak o odpowiednim przygotowaniu się do podróży. Osobiście zawsze biorę ze sobą torbę z zapasowym sprzętem stomijnym. Nigdy nie wiadomo, kiedy zdarzy się coś nieprzewidzianego np. awaria pociągu lub auta. J Dodatkowe worki stomijne i reszta akcesoriów do pielęgnacji stomii spokojnie mieszczą się w kosmetyczce, a ja mogę w tym czasie w pełni komfortowo cieszyć się podróżą.

A Wy w jaki sposób najchętniej przemieszczacie się po Polsce? Czy podróżowanie po niej jest dla Was równie relaksujące co dla mnie? J


wtorek, 21 lipca 2015

Pompeje. Życie w cieniu wulkanu

„Pompeje” to jedna z bardziej fascynujących wystaw, jaką w ostatnim czasie widziałam. Kiedyś, będąc z tatą we Włoszech, osobiście zwiedziłam Pompeje – starożytne miasto zniszczone w czasach cesarstwa rzymskiego przez erupcję wulkanu Wezuwiusz. Pamiętam, że ruiny miasta były dobrze zachowane. Najbardziej podobały mi się łaźnie i mozaiki, które były nadal w bardzo dobrym stanie. Wyobrażałam sobie jak miasto musiało wyglądać przed wybuchem wulkanu, co nie było jednak wcale takie łatwe.

Jeżeli nie macie możliwości wybrać się do Włoch, polecam Wam wybrać się na wystawę „Pompeje”, którą można sprawdzić na warszawskim Stadionie Narodowym od 9 kwietnia do 18 października br. Dzięki efektownej projekcji w technologii 4D można na nim obejrzeć rekonstrukcje tego starożytnego miasta sprzed wybuchu Wezuwiusza i na moment poczuć się jak jego prawdziwy mieszkaniec. Poza tym będąc tam można doświadczyć nawet wirtualnego wybuchu wulkanu.

W czasie wystawy można podziwiać też bogactwa starożytnej architektury i piękno biżuterii odnalezionej w powulkanicznej lawie.

Wystawa zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Przez chwilę poczułam się jakbym naprawdę była we Włoszech. Polecam Wam wyruszyć w tą wirtualną podróż. Przygoda ta pozostanie na długo w mojej pamięci. Buon Viaggio!





czwartek, 30 kwietnia 2015

Podróż w australijskie pejzaże górskie

W ciężkich chwilach lubię odpłynąć z myślami daleko i powspominać swoje podróże. Dziś razem z Wami wspomnę wizytę w Australii – tam dosłownie można pobujać w obłokach.

Mój pobyt w Australii trwał miesiąc – miałam więc dużo czasu aby zwiedzić najpiękniejsze miejsca. Podróżowałam miedzy innymi przez Sydney -  ale jest to miejsce bardzo znane, dlatego opowiem Wam o innych australijskich zakątkach. 


Będąc w Sydney wsiadłam w pociąg i pojechałam do miejscowości Katoomba położonej w górach Blue Mountains czyli Górach Błękitnych. Nazwa gór  pochodzi od parującego olejku oliwnego, który często unosi się nad ich pasmem i tworzy niezwykłą błękitną mgłę. Trzeba przyznać, że te tereny są naprawdę piękne, dlatego też nie byłam zdzwiona, że Park Narodowy Gór Błękitnych znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.


W miejscowości Katoomba znajdują się formacja skalna, którą tworzą trzy szczyty stąd nazwa - "Three Sisters" czyli trzy siostry. We wspominanym miejscu znajduje się punkt widokowy, z którego można  zrobić sobie fantastyczne pamiątkowe zdjęcia. Jeżeli kiedykolwiek będziecie w Australii, polecam ubrać wygodne buty, zaopatrzyć się w wodę, batoniki proteinowe, woreczki na zmianę i wybrać się do Blue Moutains National Park. Można tam zobaczyć naprawdę niecodzienne widoki i poczuć mżawkę z ogromnych kaskad górskich.

Poza tym będąc w Australii warto udać się na piknik do Japońskich ogrodów "Windyridge garden". W ramach biletu na miejscu otrzymuje się drobny poczęstunek: herbatę, kawę i ciastka. Ogrody są cudowne, czułam się w nich jak w raju. Spędziłam w nich tylko jeden dzień, ale będąc tam zrozumiałam, że właśnie dla takich chwil warto żyć.

W Australii było wspaniale. Ale aby zrelaksować się nie musicie wyjeżdżać aż tak daleko. Przy okazji długiego weekendu polecam Wam wybrać się na piknik do pobliskiego, parku, lasu bądź na polanę i tam odpłynąć razem z marzeniami. I pamiętajcie: stomia to nie powód do zamykania się w domu!!!

Windyridge garden jesienią, żródło: http://www.owenwilson.com.au


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Pożegnanie sezonu

Moi kochani wiem, że z pewnością macie już dość zimy i z utęsknieniem czekacie na pełnię wiosny, a nawet lato. Jednak ja właśnie pożegnałam końcówkę sezonu narciarskiego, uwielbiam jazdę na nartach, a że na Kasprowym leży jeszcze śnieg, chciałam skorzystać z tej możliwości:)

Od dziecka lubiłam prędkość i zostało mi tak do dziś, dlatego wybrałam taki model nart, który pozwala na szybką jazdę. Niedawno spróbowałam też jazdy w puchu poza trasami i muszę  przyznać, że to wspaniale doświadczenie.

Sport towarzyszył mi od lat najmłodszych - przygoda z nartami zaczęła się już w wieku lat czterech. Pamiętam te początki. Kiedyś modne były narty długie tak zwane ołówki. Ja, jako początkująca narciarka dostałam oczywiście narty krótsze. Pamiętam, że na stoku panowała moda na kombinezony jedno-częściowe, wyglądało to bardzo stylowo. Zaczynałam w austriackim Kitzbühel, w szkole Toniego Sailera - narciarza, wielokrotnego medalisty w igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata.

Nawyk uprawiania sportu został we mnie zaszczepiony już w dzieciństwie. Jednak pamiętajcie, że na to nigdy nie jest za późno. Zawsze możecie zmienić swój tryb życia na zdrowszy właśnie dzięki aktywności fizycznej – do czego zachęcam Was gorąco. Teraz jest na to dobry moment. Na stronie kampanii znajdziecie trening, który pozwoli Wam rozpocząć regularną aktywność fizyczną i przygotuje Was do udziału w biegu Konstytucji 3 maja. Wysyłacie nam swoje selfie z treningów i podzielcie się efektami :) Ja też czekam z niecierpliwością i trzymam za Was kciuki.
Kto z Was startuje w biegu? Mam nadzieję, że dopiszecie!







piątek, 27 marca 2015

Rejs po Morzu Śródziemnym

Moja podróż zaczęła się od przylotu do Bergamo. Podziwiając Alpy Bergamskie wsiedliśmy do pociągu, który zawiózł nas  prosto do Genui. Spędziliśmy tam jeden dzień, następnie rozpoczęliśmy rejs po Morzu Śródziemnomorskim, kierując się w stronę Civitaveccii. Jestem pod ogromnym wrażeniem wycieczkowca, którym płyniemy - przypomina mi on miasto pełne rozrywki.


Po pierwsze jedzenie: jest przepyszne! Dania są bardzo różnorodne,  każdy znajdzie coś dla siebie: świeże owoce morza, różnego rodzaju sałaty i mięso, aromatyczna bruschetta, oliwa.  Nawet teraz, pisząc ten post przypominają mi się niektóre dania i sama sobie zazdroszczę, że miałam okazję ich spróbować. Ciężko jest odejść od stołu, jednak staram się korzystać też z innych atrakcji, aby nie obawiać się o swoją wagę po powrocie do rzeczywistości. 

Mamy tu zapewniony cały wachlarz rozrywek, co tylko dusza zapragnie: wieczorami, przy zachodzie słońca można patrzeć na morze i czytać ulubioną powieść wypożyczoną z biblioteki lub wybrać się na tematyczną imprezę do jednego z lokali (w każdym z nich jest grana innego rodzaju muzyka, więc na pewno każdy trafi na coś, co lubi) i poddać się szaleństwu nocy . W ciągu dnia dostępne są różnego rodzaju zajęcia artystyczne, teatr czy jacuzzi. Jest także możliwość zadbania o swoją sylwetkę – można pójść na zajęcia gimnastyczne, siłownię, czy też basen, co pozwoli spalić nadprogramowe kalorie.


Z Civitavecci dopłynęliśmy do Rzymu. Rzym jest piękny i mimo że byłam w nim już 10 raz, czułam się wspaniale, mogąc odwiedzić znajome miejsca, poczuć zapach aromatycznego espresso czy zjeść przepyszne włoskie lody. Kiedy przechadzam się wąskimi uliczkami i widzę, że nic w okolicy się nie zmieniło, czuję, że Rzym jest mi tak samo dobrze znany, jak moje rodzinne miasto.


Dzisiaj dopłynęliśmy do Palermo, położonego na Sycylii. Mimo że pogoda nas nie rozpieszcza i tak uważam, że jest to cudowne miejsce. Mogę też odhaczyć najważniejszy punkt zwiedzania Sycylii – zobaczyłam miejsce, gdzie była nagrywana finałowa scena z „Ojca chrzestnego” na schodach Teatru Massimo! Możecie sobie wyobrazić, jak wspaniałe emocje mi przy tym towarzyszyły.

Plan na następne dni to zwiedzanie Marsylii, Barcelony i Tunizu (stolica Tunezji). Już się nie mogę doczekać, kiedy zobaczę te wszystkie piękne miejsca, o których można przeczytać w przewodniku! Tymczasem przesyłam Wam odrobinę słońca oraz moc pozdrowień i idę odkrywać Palermo.