piątek, 18 maja 2018

Życiowe przykrości


Każdy z nas ma inne granice odporności na stres. Kiedy otoczymy się ludźmi nieszczęśliwymi prędzej czy później zaczną ściągać nas w otchłań smutku i depresji. W moim życiu okazałam dużo serca i wiele tolerancji, nawet w stosunku do osób, które wobec mnie miały tylko krytyczny stosunek. Nie wspomnę o wsparciu, którego udzielałam, otrzymując w zamian obraźliwe uwagi.

Kiedyś usłyszałam, że nisko upadłam pokazując w jakimś szmatławcu rozbierane zdjęcia. To, że była to sesja ze stomią nie miało znaczenia dla nich. Projektując wnętrze dla znajomych nie usłyszałam nawet dziękuję. Wręcz przeciwnie – każdy dobry pomysł był w ich mniemaniu ich autorstwa, pomyłka wykonawcy przy stawianiu ścianki działowej moim olbrzymim błędem. Innym razem  gdy zorganizowałam wycieczkę uczestnicy skupiali się raczej na plotkowaniu o moich słabych genach, które jakoby odziedziczyłam po ojcu, który chorował i w efekcie choroby zmarł. Usłyszałam także, że jestem słaba psychicznie i nie przeszłabym operacji usunięcia przepukliny, choć dziecko innej osoby tak dzielnie sobie poradziło z tą trudną sytuacją. Zdradzane na forum informacje przekazane w zaufaniu i sekrecie, to też mi się zdarzyło. Cóż, nie zdziwiło mnie, że zostałam nazwana diabłem w rodzinie.
Cały czas zmagam się z brakiem akceptacji przez otoczenie, krytykowaniem moich wyborów i próbami ściągania mnie w dół. Przerabiam to od najmłodszych lat. Kiedyś przeżyłam wręcz atak paniki po awanturze zrobionej przez jednego z moich bliskich gdy pożaliłam się na głód i samotność po operacji kręgosłupa. Ale wtedy usłyszałam, że sprzątanie grobów jest ważniejsze. Wiele można wymieniać takich sytuacji. Po latach wiem, że toksyczne osoby lepiej usuwać z życia, bo niszczą nas, a życie jest za krótkie, żeby dać się stłamsić i żyć według narzuconych reguł.

1 komentarz: