piątek, 11 maja 2018

Radość chwili


Mam wiele pasji, a jedną z nich jest taniec. Ostatnio mój kolega zaprosił mnie na bal. Wytańczyłam się jak szalona. W życiu robiłam przeróżne kursy, w tym właśnie tańca. Kiedy słyszę muzykę, czuję że czas się zatrzymał i w tym momencie nic innego dla mnie nie istnieje. To jak zakochanie, tyle że w muzyce. Ona towarzyszy mi od zawsze – gdy będąc nastolatką spędzałam w szpitalu mnóstwo czasu, radio miałam przy sobie. Cierpienie wzmogło we mnie zadowolenie z drobnych rzeczy i bardziej kocham życie. Słuchając muzyki wpadam w trans, zamykam oczy i odpływam.

I znowu mogłam tak odpłynąć w tańcu przy okazji świętowania czterdziestki mojego przyjaciela. Te urodziny były hucznie świętowanie w gronie prawie stu osób, prawie jak małe wesele J Impreza była niebiańska. Parkiet, reflektory, no i widok na Bałtyk. Zabawa była przednia, ale zauważyłam, że niewiele osób bawi się spontanicznie. Standardem jest raczej duża porcja alkoholu zanim ktokolwiek wyjdzie na parkiet. Pod tym względem znacznie różnimy się od mieszkańców południa Europy, którzy kipią od emocji i są wyluzowaniu w życiu i tańcu.

Rytm płynący przez nasze ciała jest niesamowity, ale na muzykę i taniec trzeba otworzyć serce, zupełnie jak na ludzi. Ciężka praca i kierat obowiązków sprawiają, że zapomina się o pasji, o tym że czucie sercem, duszą i ciałem wymagają oderwania się od ciągłego myślenia o pracy. Dla mnie taniec jest kojący i pozwala za oderwanie się od rzeczywistości. I tak właśnie zrobiłam na tamtej imprezie, zupełnie odleciałam tańcząc. Bo w życiu liczą się tylko chwile i każdą trzeba docenić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz