wtorek, 24 października 2017

Niepełnosprawni w Ameryce

Wstałam rano i moja głowa znów była ciężka. Powiedziałam sobie „Nie, tak nie może być. Przecież żyję, jest piękna pogoda. Jestem w raju.” Włączyłam radio i otworzyłam drzwi na balkon, żeby wpuścić słońce do domu. Z lodówki wyjęłam maliny i kozie mleko, które dodałam do bezglutenowych płatków owsianych. Zjadłam śniadanie i mimo smutku postanowiłam rozpocząć dzień dla siebie. To miał być dzień bez z góry narzuconych zadań, aby pozbyć się uczucia ciężkiej głowy, która procesowała jakieś nieprzyjemne wydarzenia z niedalekiej przeszłości, powodując mój obniżony nastrój. Postanowiłam iść nastrojowi na przekór i wszystko zamieniać w uśmiech. Tak się zaczął odkrywczy dzień.

Pierwszy uśmiech na mojej twarzy wywołał starszy pan, którego zapytałam do drogę nad ocean. Ni stąd, ni zowąd objął mnie, mówiąc „Bella! Bella!”. Jak się nie uśmiechnąć, kiedy Włoch wita Cię okrzykiem „Piękna! Piękna!”.

Na molo spotkałam mężczyznę z drewnianą laską. Mimo swojej niepełnosprawności emanował spokojem i miał uśmiech na twarzy. Pokazał mi kamienie, które mają zasysać złą energię. Razem wpatrywaliśmy się w niebo, obserwowaliśmy delfina, który podpłynął blisko nas. Mężczyzna powiedział mi, że jest chrześcijaninem. Według niego Bóg jest we wszystkim, co nas otacza – w niebie, oceanie, słońcu, w nas samych. Ta świadomość sprawia mu wielką radość i odczuwa wdzięczność za stworzenie tak pięknego świata i cieszy się, że może podziwiać jego urodę.

Potem zrobiłam kilka kroków dalej i poznałam rodzinę, małżeństwo z córką, która jest w moim wieku. On miał na rekach yorka, a dziewczyna szpica miniaturowego. Oba pieski miały specjalne kamizelki, bo ci mali towarzysze mieli niezwykle ważne role do spełnienia. Przyjaciel to za mało, określenie anioł stróż jest lepsze. Dziewczyna miewała ataki paniki, które umiał wyciszyć szpic. W trakcie ataków piesek mocno wtula się w jej szyje, co działa uspokajająco. York natomiast przeszedł szkolenie dla psów towarzyszącym epileptykom.


Dowiedziałam przy okazji, że w USA psy towarzyszące niepełnosprawnym podróżują samolotami bezpłatnie. Ich zadaniem jest przecież ochrona zdrowia swoich właścicieli.

Innym razem, gdy musiałam dorobić klucz, trafiłam na niepełnosprawną osobę w zakładzie ślusarskim. W moim odczuciu Ameryka dba o osoby starsze i niepełnosprawne, umożliwiając zatrudnienie. Poza tym takie formy wsparcia jak psy towarzyszące są dostępne dla ludzi z wieloma problemami zdrowotnymi, jak depresja. Co ważne, nie odniosłam wrażenia, że choroby są powodem do wstydu i ukrywa się je.


Te spotkania wlały we mnie mnóstwo optymizmu. Każda z napotkanych osób mówił o życiu z taką radością. Trudno się dziwić, że poranne problemy poszły w zapomnienie a jedyną emocją, jak odczuwałam była radość a nie smutek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz